Wygodna kuchnia na poddaszu cz.1

with 2 komentarze

Dziś będzie o mojej starej kuchni

Starej, bo urządzonej w 2008 roku. Kuchnia jest co prawda po lekkim liftingu, ale jej wygląd nie jest specjalnie nowoczesny. Nie zmienia to faktu, że jest przytulna, funkcjonalna i bardzo ją lubię, a zdecydowałam się Wam o niej opowiedzieć ze względu na fajne rozwiązania, które te kilka lat temu zastosowałam, wbrew utartym schematom. Powiem Wam też o tym, w których miejscach tym schematom uległam i dlaczego, z mojego punktu widzenia, był to błąd.

Jeśli widzieliście kuchnię wcześniej w moim portfolio, to wiecie już jak wyglądała przed i po zmianach:

Była to kuchnia po poprzednich właścicielach i w tym wydaniu używaliśmy jej przez 5 lat. Takie przejęcie starych wnętrz, które nadają się do użytku, ma swoje zalety. Przede wszystkim ekonomiczne - nie trzeba od razu wydawać pieniędzy na remont, a te, które w końcu wydamy, na pewno będą wydane mądrzej.

Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że mieszkając już w jakiejś aranżacji szybko można się przekonać co się w tym wnętrzu sprawdza, a co nie i zanim wydamy pierwsze pieniądze mamy już konkretną wizję zmian. Łatwiej się coś koryguje, niż wymyśla od zera.

Kiedy postanowiliśmy zrobić remont generalny wiedziałam już, że podstawą jest zabudowa pod skosami. Te miejsca były kompletnie niewykorzystane, generowały tylko bałagan. Dodatkowo można się było uderzyć w głowę (po zmianach nie ma takiej możliwości, a klimat pozostał :)). Stół stał prawie na środku, było ciasno. I do tego ten zlew na wejściu, a wymarzone dla niego miejsce było przecież pod oknem!

Ok, ale co z odpływem i kaloryferem? Narysowałam wszystko i zapytałam naszego Majstra-nieocenionego Pana Jacka- „czy się da”. Czy da się przenieść zlew pod okno?

Nie warto zakładać, że coś jest niemożliwe-trzeba pytać 🙂

Jak widzicie, dało się i nigdy nie mieliśmy problemów z odpływem. Podobno na takich odległościach nigdy nie ma problemu z przeniesieniem wody, więc nie ograniczajcie się w pomysłach zastanym układem instalacji. Zanim jednak podejmiecie ostateczne decyzje, koniecznie skonsultujcie się z fachowcem.

A co się stało z kaloryferem? Przeżywszy kilka zim w tym domu, dobrze wiedzieliśmy, że kaloryfera w kuchni po prostu nie używamy. Cyrkulacja powietrza w mieszkaniu sprawia, że w kuchni jest optymalna temperatura, a jeśli jest zimno, to wystarczy wstawić wodę na herbatę i to małe pomieszczenie nagrzewa się błyskawicznie. Z tego względu rezygnacja z kaloryfera nie była dla nas żadnym problemem. On tam oczywiście cały czas jest, tylko go nie widać i nie używamy go. Szafki są odpowiednio wentylowane, aby był przepływ powietrza. Dodatkowo, szafka pod zlewem tradycyjnie kryje kosz na śmieci, więc jest bardzo często otwierana, co zapewnia dodatkową wentylację. Wszystko działa 🙂

Blat i parapet tworzą jedność, co daje nam dużą przestrzeń do pracy i wygodnego przechowywania owoców i ziół. Na pewno nic nam nie spadnie z parapetu 😉

Zwróć też uwagę na zlew i baterię. Przesunięcie oczywistego położenia zlewu w świetle okna nieco w prawo spowodowało:

a) powiększenie blatu roboczego po lewej,
b) wykorzystanie kiepskiego miejsca pod skosem na suszenie naczyń mytych ręcznie,
c) możliwość otwarcia okna (parę centymetrów z baterią w lewo i byłaby niezła skucha ;)).

Zmieniliśmy też oświetlenie. Zamiast jednej, centralnie zawieszonej lampy, mamy cztery i wszystkie można włączać niezależnie. Dwa punkty pod szafkami oświetlają blat, lampka w oknie blat i zlew, a główną lampę zawiesiliśmy pod samym sufitem tak, aby oświetlała faktycznie całą kuchnię, a nie tylko od klosza w dół. Nasza lampa sufitowa nie jest zbyt urodziwa, ale nikt na nią nie patrzy, za to w kuchni w końcu wszystko dobrze widać. Jeśli masz ciemną kuchnię, czy jakiekolwiek inne pomieszczenie, rozważ powieszenie lampy wyżej. To naprawdę bardzo dużo daje.

Oczywiste innowacje, typu półeczki pod wymiar, szuflady, czy dodatkowe gniazdka pominę i przejdę do tego, co chętnie bym zmieniła. Żeby plusy nie przesłoniły nam minusów ;). Są dwie rzeczy, które mogłam zrobić lepiej, ale zasugerowałam się standardowymi rozwiązaniami. Nie popełnijcie tych błędów.

Pierwsza rzecz, to szafki do sufitu. Obecnie to oczywiste i wszystkie kuchnie na wymiar się tak robi. Wtedy nie było to popularne rozwiązanie. W każdym razie, na tamtą chwilę, ja czegoś takiego nigdzie nie widziałam i po prostu nie wpadłam na to, że tak można. Żadna znana mi kuchnia nie posiadała takiej zabudowy, a przecież to świetne rozwiązanie. Jest więcej miejsca w szafkach, nie widać przechowywanych rzeczy i nie trzeba sprzątać górnych szafek-same zalety. U mnie na co dzień na szafkach stoją wazony, słoiki, sprzęt kuchenny, a przecież to wszystko mogło być schowane.

Dlaczego nie domówiłam górnych szafek? Po prostu policzyłam sobie, że domówienie szafek kosztowałoby więcej, niż te wszystkie rzeczy, które na nich trzymam 😉 Postanowiłam pozbyć się tych rzeczy - regularnie robię przegląd i to, czego nie używam po prostu komuś oddaję. Poza tym, zabudowa do samego sufitu przy takim skosie jak w tej kuchni mogłaby niezbyt ładnie wyglądać. Zdecydowałam, że minimalizm załatwi problem 🙂

Praktyczna rada: planując szafki warto pomyśleć o wysokości i szerokości sprzętów, które będziemy chcieli przechowywać, tak aby nie okazało się, że jedyne miejsce dla nich to blat roboczy. Na blacie przechowujemy rzeczy, które używamy codziennie, lub przynajmniej raz w tygodniu. W przeciwnym wypadku warto je schować.

Drugą rzeczą, którą niepotrzebnie zastosowałam są płytki na podłodze. Zasugerowałam się tym, że we wszystkich kuchniach, które znałam były kafle na podłodze. Łatwiej utrzymać w czystości, podłoga często jest mokra i tym podobne zabobony zdecydowały o moim wyborze. Zupełnie niepotrzebnie. Teraz na pewno położyłabym drewno, a przy niższym budżecie panele laminowane lub winylowe. Zimna kafli bardzo nie lubię. Drewniana podłoga jest zupełnie inna w użytkowaniu i w odczuciach wizualnych. Dobrym pomysłem może być także położenie drewnopodobnych płytek i ogrzewania podłogowego.

Reasumując, najlepiej wszelkie decyzje podejmować w zgodzie z własnym stylem życia i przekonaniami. Zastanowić się, jak używamy swojej kuchni i zastosować adekwatne rozwiązania. To, co widzimy u znajomych, rodziny, czy w sklepach traktować jedynie jako inspirację, nie wyrocznię. Nie zawsze potrzebne są górne szafki, czy panel z płytek nad blatem. Jest mnóstwo różnych rozwiązań, które warto poznać zanim zaprojektujemy kuchnię, bo to akurat jeden z większych wydatków aranżacyjnych w domu.

Kuchnia to bardzo szerokie zagadnienie, dlatego na dziś już koniec, ale wrócę do tego tematu. Mam nadzieję, że wymienione pomysły i doświadczenia pomogą Wam podjąć ważne decyzje przy projektowaniu własnych kuchni.

Dajcie znać w komentarzach co było najciekawsze. A więcej zdjęć z tej realizacji możecie obejrzeć tutaj.

 

 

  • pinit fg en rect gray 20 - Wygodna kuchnia na poddaszu cz.1